Archiwum grudzień 2020


JJ dzień 1
13 grudnia 2020, 23:59

Dzień 1. 

Sygnał syreny strażackiej wyrwał Jurka ze snu. Było to conajmniej dziwne, ponieważ zazwyczaj spał jak zabity. Nie myśląc długo, zerwał się z łóżka, włączył radiostację, która zawsze czekała w gotowości na komodzie koło łóżka, aby usłyszeć co się wydarzyło na wsi. Pomyślał, że pewnie znów wezwanie do usunięcia os,  które w ostatnim czasie zaczęły mocno dawać się we znaki okolicznym mieszkańcom. Nie mylił się, z głośnika radiostacji usłyszał "998, 12 zgłaszam wyjazd alarmowy do miejscowości Siekiera, w celu usunięcia owadów błonkoszkrzydłych". Po tej informacji Jurek założył wyciągnięty szary dres, wziął z komody paczkę papierosów i wyszedł na podwórko zapalić papierosa. Wiedział, że i tak z dalszego snu nici. Gdy skończył palić, usiadł na rattanowym fotelu patrząc w niebo, które było wyjątkowo gwiaździste jak na lipiec, wziął głęboki wdech i delektował się zapachem pól obsianych facelią w jego najbliższej okolicy. Z nastroju kontemplacji wyrwał go dźwięk dzwonka telefonu, którego nie miał w zwyczaju wyciszać nigdy. Odebrał połączenie od swojego kumpla Jarka.
- Cześć Jurek, mam nadzieję, że Cię nie obudziłem? - zapytał

- Na spokojnie i tak musiałem wstać, bo znów komuś osy przeszkadzają.. Co tam Jaro się stało?

- Słuchaj, jest akcja, trzeba się spotkać to nie na telefon

- Ok, może być jutro?

- Nie, musimy się spotkać zaraz

- Serio? chłopie jest 3 w nocy 

- Serio, przyjeżdzaj szybko pod wiatraki na Skrzynki - rozłączył się

"Powaliło go" pomyślał. Ale znając Jarka bez podstawy nie zawracał by mu głowy pierdołami. Nie wiele myśląc, wszedł do domu, zmienił dresy na spodnie  wojskowe, założył czarny polar, z szafki wyciągnął latarkę czołową ubrał buty i pojechał.

Jadąc krętą drogą, cały czas rozmyślał o co Jarkowi chodzi. Noc była jasna, w samochodzie klimatyzacja na najwyższych obrotach, w radiu leciała od dawna ta sama płyta, koncert Alana Walkera. Jurek, który nigdy nie przywiązywał uwagi do porządku w samochodzie, zaczął w pośpiechu szukać zapalniczki, którą przed chwilą kładł na fotelu pasażera. "Muszę tu w końcu posprzątać"- pomyślał.  Gdy minął las w Chlewnikach, na drodze przed nim pojawiło się stado dzików, ledwo wyhamował, a że spieszyło mu się na spotkanie z Jarkiem, zirytowany naciskał na klakson, ale dziki nie ustępowały, więc puścił hamulec, dodał gazu i poboczem ominął stado, mrucząc pod nosem "mógłby ktoś z nimi zrobić porządek". Po 15 minutach był już w Skrzynkach, obok kapliczki z 1908 roku skręcił w polną drogę. Doskonale znał to miejsce, ponieważ z Jarkiem nie raz się tam spotykali. 

Samochód zaparkował na tyłach cmentarza wojennego z czasów I Wojny Światowej. Miejsce znajdowało się, na widocznym z drogi głównej, zalesionym wzgórzu. Spoczęło na nim 120 żołnierzy niemieckich i 200 rosyjskich, podczas wielkiej bitwy o Barkę. Poczuł się co najmniej dziwnie, nigdy przecież nie spotykał się w takim miejscu o takiej porze. Założył latarkę czołową, z bagażnika wyciągnął plecak, w którym były najpotrzebniejsze rzeczy czyli: Papierosy, zapalniczka, pinpointer, zestaw baterii i wykrywacz metali. Zadzwonił do Jarka, że już jest, żeby laserem pokazał mu swoją lokalizację.

Po 2 minutach od rozmowy zobaczył zielone światło wskaźnika laserowego. Przemierzając kolejne metry rzepaczyska co chwila myślał "jakby nie mogli niżej skosić". Przypomniał sobie czasy kiedy sam jeździł jako kombajnista. Jako 19-latek pierwszy raz w życiu musiał prowadzić Bizona i kosić rzepak. Lata wtedy byly upalne, nikt nie myślał o klimatyzacji, jedynym chłodzeniem był przewiew wiatru przez otwarte drzwi i szybę z prawej strony kabiny na kombajnie i ewentualnie wiatrak przymocowany drutem do stelaża przy kierownicy za pomocą drutu. Pamiętał doskonale, smak i zapach kurzu, który osiadał na całym kombajniście i wiedział co znaczy ciężka praca. 

 - Siema Jarek! lepszej miejscówki na noc nie mogłeś znaleźć? Najpierw dziki, teraz to rzepaczysko! Co takiego żeś znalazł, żeby mnie ściągać o 3 w nocy?!

- Siema, chodź - odparł podekscytowany 

Poszli pod wykopane fundamenty nowo budowanej elektrowni wiatrowej. Wśród szelestu śmigieł z 3 innych wiatraków i migających czerwonych świateł, szli bez słowa do siebie. 

- Masz! patrz i podziwiaj - usmiechnięty Jarek rzekł, opierając się o szpadel , zdyszany jakby bo przed chwilą stado tygrysów goniło. Miał problemy płucne, to go tłumaczylo. Przecież na praktykach pracował na lakierni, a potem przez 30 lat jako szlifierz w stoczni. 

Na dnie dołu głębokiego na 1.5 metra, znajdowała się skrzynia, w zasadzie to co z niej zostało. Drewniana, z metalowymi wstawkami, aż dziwne że nie spróchniała będąc w ziemi. 

- Co w niej jest? - Zapytał Jurek

Jarek wyciągając swoją latarkę zeskoczył do dołu, uchylił wieko i wyciągnął ze skrzynki zawiniątko, wielkości pliku banknotów 100zł.

 - No nie gadaj, że skrzynia pełna pieniędzy?! przecież to niemożliwe. - Oczy Jurka wyglądały jak wielkie błyszczące kule. Pełen podziwu i adrenaliny zeskoczył do dziury i zaczął przypatrywać się co Jarek ma w ręku. 

- To nie są pieniądze, to są jakies dokumenty, ale tylko Ty potrafisz czytać cyrylicę. Wiesz, że w naszej okolicy ruskich było pełno. Może to jakieś szyfrogramy? Może dane do sztabu? Weź coś powiedz! 

Jurek starał się odczytać, niestety zawilgocone kartki, słabe światło utrudniały to niesamowicie, jedyne co udało mu się przetłumaczyć to "Lwów 1902r"

Niewiele myśląc delikatnie wyciągnęli skrzynię zakopali dół i zanieśli do bagażnika samochodu.

- Dobrze, że mam suva - zaśmiał się Jarek

- Dobrze, że ja Cię na niego namówiłem  - odparł Jurek.

Nie rozmawiali zbyt dużo, ekscytacja i zmęczenie zarazem, dawały o sobie znać. 

- Jutro u Ciebie jestem, trzeba to schować w suche miejsce w garażu i odczytać

- Jurku, wiesz doskonale gdzie jest takie miejsce, przyjedziesz jutro?

- Przyjadę. 

Każdy wsiadł w swoje Volvo i pojechali do domów. 

W drodze powrotnej Jurkowi nie dawało spokoju skąd taka skrzynia, w takim stanie, w takim miejscu się znajdowała. 

"Przecież to niemożliwe, jutro muszę się dokładniej temu przyjrzeć".

Spojrzał na zegarek była godzina 6. "Pięknie, za 2 godziny do pracy, no nic, trzeba zjeść hotdoga i jechać się przespać"

Podjechał na swoją ulubioną stację benzynową, wszedł do środka. 

 - Co Ty tutaj po 6 robisz? - zaśmiała się Weronika. 

Jurek doskonale ją znał. Przecież codziennie ok 18 jest po papierosy i hotdoga. W zasadzie wszyscy go znali na tej stacji. Traktował to jak nałóg

- Doły kopię - zaśmiał się - a od pracy fizycznej jeść się chce

- Standard? 

- Nie, dziś wezmę dużego i paczkę fajek.

Zapłacił, wziął zakupy, wsiadł do samochodu i pojechał do domu. Standardowo papierek po spożyciu hotdoga trafił na dywanik miejsca pasażera. Po dojechaniu do domu, nakarmił psa, włączył komputer i zaczął szukać w archiwach informacji dotyczących oddziałów rosyjskich na terenach bliskich Barce.